Świat jest otwarty, trzeba korzystać z jego zaproszenia !

Historia Agnieszki W.

Agnieszka, jak to się właściwie stało, że zdecydowałaś się podjąć pracę jako położna w Arabii Saudyjskiej? Co było twoją motywacją?
 
Powodów jest wiele: począwszy od chęci realizacji  marzeń (a wszyscy je mamy), chęci realizacji i rozwijania się zawodowo, ogromnego apetytu na podróże, możliwości pracy w zespole międzynarodowym, w szpitalu o tak wysokim standardzie, co wiąże się oczywiście z dobrymi zarobkami. Przede wszystkim jednak możliwość poznawania ludzi (inna kultura, obyczaje, religia), życia w kraju, który uchodzi za "zamknięty ", niedostępny, nieznany...
Największą motywacją była próba własnych sił i i mój wiek. Nie mam czasu na długie zastanawianie się (w tym roku kończę 50 lat!), ale za to mam większe doświadczenie. Zdopingowały mnie córki, które powiedziały, że mam próbować, bo wierzą we mnie a próba zatrzymania mnie będzie mnie zabijać. Jestem jak lokomotywa - zawsze do przodu, ale nie za wszelka cenę!
 
Co Cię skłoniło do opuszczenia Polski i rozpoczęcia nowego życia jako położna w obcym kraju? Czy rodzina wspiera cię w tej decyzji?
 
Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza i bardzo szanuję ich za wszystkie słowa wsparcia, rady, zwłaszcza w momentach, kiedy inni atakowali mnie za moją decyzję w związku z wyjazdem do pracy do KSA. Oczywiście nie przyszło i nie przychodzi mi łatwo myśl o rozstaniu z nimi. Stworzyliśmy dom, z którego nie chce się wychodzić, zawsze jest coś dobrego do zjedzenia, jest o czy porozmawiać, trudno się rozstawać. Córki są pełnoletnie, powoli układają swoje życie we własne scenariusze. Moi najbliżsi  mnie znają  i wiedzą, że nie usiedzę na miejscu, w spokoju, bez kolejnych wyzwań. Nie potrafię zatrzymać się w jednym miejscu, na jednym poziomie....Każda możliwość zdobycia nowego doświadczenia, czy to zawodowego, językowego czy społecznego, daje mi satysfakcję i siły do działania. Pozostanie w jednym miejscu jest niczym innym jak ogromnym cofaniem się. 
Często spotykam na swojej drodze ludzi, którzy po prostu boją się zrobić choćby jeden krok wprzód....i tym samym tak wiele tracą. Świat jest otwarty, trzeba korzystać z jego zaproszenia.
 
 Czy mogłabyś opisać, jak wyglądał proces rekrutacji do pracy w Królestwie Arabii Saudyjskiej? Czy twoja pierwsza rozmowa kwalifikacyjna była udana? Czy otrzymałaś wsparcie od twojego doradcy po nieudanej rozmowie?
 
Rekrutacja i cały związany z nią proces to wyjątkowo długa, drobiazgowa, pełna biurokracji droga, której sama nie dałabym rady przejść. 
Bez wsparcia konsultantek i poprowadzenia mnie, jak małe dziecko za rączkę na 5th Avenue, poległabym bez reszty! 
Cała "przygoda" rozpoczęła się, kiedy na gazetce oddziału w którym pracowałam znalazłam reklamę G5 Plus.
Proces rozpoczął się od spotkania grupowego w Poznaniu. Było wielu chętnych czy przynajmniej zainteresowanych podjęciem pracy w KSA.  Była też prezentacja o możliwościach, profitach jakie niesie ze sobą zatrudnienie w szpitalach saudyjskich. Oferty skierowane były zarówno do pielęgniarek, położnych jak i fizjoterapeutów. Skorzystałam wówczas tez z możliwości napisania testu z języka angielskiego, którego znajomość okazała się wystarczająca, aby przejść do kolejnego etapu. 
Odbyłam też trzydniowe szkolenie w Warszawie, na którym już bardziej szczegółowo, zawodowo i językowo przygotowano nas do pracy w KSA.  W tym momencie nastał okres oczekiwania na ofertę pracy, która spełni moje oczekiwania.
W międzyczasie miałam okazję być na spotkaniu szkoleniowym w Pradze oraz wziąć udział w konsultacji z jedną z pielęgniarek, która pracuje już dłuższy czas w KSA i bezpośrednio dowiedzieć się z pierwszej ręki jak tam faktycznie jest. Czego mogę spodziewać się w nowym miejscu: jeśli chodzi o organizację, zakwaterowanie, życie poza pracą, zasady współpracy w zespole, możliwości zawodowe, itd. Dziewczyna okazała się być kopalnią praktycznej wiedzy!
Cały czas i na bieżąco byłam prowadzona i wspierana przez konsultantki z G5 Plus. Otrzymywałam wskazówki, rady, słowa wsparcia jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej: w jaki sposób odpowiadać, na co zwrócić uwagę, aby była ona uwieńczona sukcesem,. Podobnie działo się po odbytych rozmowach-wywiadach z przedstawicielami szpitali w KSA. Dostawałam e-mail lub telefon od pań z G5 Plus ze słowami gratulacji i wsparcia oraz wytycznymi co do dalszego postępowania w kwestii dalszego procesu.
Nie ukrywam - przed każdą z rozmów byłam podekscytowana i spięta, bo zależało mi na pozytywnym odbiorze u mojego rozmówcy. Większość połączeń odbywała się przez Skypa. Wszyscy byli bardzo mili, zadawali pytania dotyczące ogólnych motywów do pracy za granicą, ale były tez pytania szczegółowe, zawodowe.   
Dopiero po ostatnim wywiadzie z przedstawicielką szpitala w KSA (nawet nie liczyłam którym z kolei) otrzymałam telefon z G5 Plus z gratulacjami! Jest! Sukces! Mamy komplet: stanowisko na którym mi zależało, miejsce, satysfakcjonujące warunki finansowe! Tak jak powiedziała mi rozmówczyni z KSA - czas kupić wygodne buty do pracy w oddziale! Było mi trudno uwierzyć, że spełniły się wszystkie moje warunki dotyczące pracy. Jakie targały mną emocje? Czy to nie żart, drżenie rąk, ekscytacja, jak przyjmą ta informację najbliżsi? Czy dam radę... Tysiące pytań bez odpowiedzi. Trzeba działać dalej! Jeśli nie ja, to kto podejmie się tego wyzwania? Przecież tego właśnie chciałam!
Jestem bardzo dumna z siebie. Udało się! 
 
Co poradziłabyś przyszłym kandydatkom z Polski? Jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej?
 
Przede wszystkim nie bać sięgać po więcej i wyżej. Dużo rzeczy jest w zasięgu naszej ręki, tylko czasami boimy się skorzystać z drabiny. Jeżeli ktoś jest ciekawy świata i ludzi, to trzeba zrobić chociaż pierwszy krok i wyjść do ludzi i do świata z językiem angielskim pod pachą! Rozmowa kwalifikacyjna to jedna, jedyna szansa zaprezentowania siebie, swoich umiejętności, czasami wiedzy. Trzeba ją maksymalnie wykorzystać.
Brak zadowolenia w miejscu pracy, brak możliwości rozwoju zawodowego i koleżanki, które się wszystkiego boją, powinny być wystarczającym motywem, żeby zmienić ten stan rzeczy. Kocham powiedzenie mojej babci "lepiej zgrzeszyć i cierpieć, niż cierpieć, że się nie zgrzeszyło"!